Gosia Dobrowolska - "Ziemia zaczyna się od Australii"

Drukuj
(5 głosów, średnia ocena 4.20 na 5)
KMAiO: Co sprawiło, że zaczęła Pani myśleć o wyjeździe z Polski? Jak długo dojrzewała w Pani świadomości myśl o emigracji?
 
Gosia Dobrowolska

Gosia Dobrowolska

Gosia Dobrowolska: Myślałam o emigracji z przyczyn – jak na tamte czasy – oczywistych. Na początku lat 80-tych robiło się w Polsce coraz smutniej, nie zapowiadało się na to, aby mogły tutaj zaistnieć jakieś ciekawe perspektywy. Pojawiła się myśl, aby związać swoją przyszłość z jakimś miejscem poza Polską. Ja sama nie zapatrywałam się aż tak optymistycznie na wyjazd. Byłam w tym czasie świeżo upieczoną mężatką, to mój mąż miał większą ochotę na przeprowadzkę poza granice kraju. Można powiedzieć, że przystałam na emigrację również z miłości.

KMAiO: Istniała w Waszych głowach taka myśl: "Gdziekolwiek, byle jak najdalej stąd?"

GD: Niezupełnie. Dużo nad tym z mężem myśleliśmy. Powzięliśmy decyzję o wyjeździe pod warunkiem, że nie zostaniemy w Europie, ani też nie wylądujemy w USA. To prawda, że odległość trochę kusiła, a Australia jawiła się jako odpowiednie, dalekie miejsce.

KMAiO: Sporo wiedziała Pani o Australii mieszkając jeszcze w Polsce?

GD: Obejrzałam kilka filmów, jednym z nich był "Walk About". To prawdziwe australijskie kino z lat 70-tych. Od razu pomyślałam, że jeśli tam robi się tak wspaniałe filmy, to ten kraj musi być równie wspaniały. Zajrzałam też oczywiście do australijskiej literatury. Ten kontynent oczarował mnie, był fascynacją, stąd również decyzja, aby właśnie tam przenieść swoje życie.

Gosia Dobrowolska

Gosia Dobrowolska

KMAiO: Po latach spędzonych w Australii, z pewnością może Pani określić, co według Pani jest najbardziej urzekające na Piątym Kontynencie...

GD: Pokochałam przyrodę, ludzi, australijski styl bycia, komfort. Jeśli mam do przeżycia jedno życie, to tylko w Australii. W moim przypadku Australia to zrządzenie losu. Pamiętam jak pewnego razu wylądowałam w Australii, będąc uprzednio w jednym z Azjatyckich miast. Australijska przestrzeń i błogi spokój były czymś niezwykłym, a jeszcze świeżo w pamięci miałam jedną z dzielnic Szanghaju, gdzie w godzinach szczytu, ze względu na zanieczyszczenia, nie było widać niczego po drugiej stronie ulicy. W Azji nie było niebieściutkiego nieba, niebieściutkiej wody. Na australijskiej ulicy człowiek często jest zauważalny. Ktoś z naprzeciwka mówi "Hallo, jak się masz!". Aby skończyć wywód o wyższości Australii nad wieloma zakątkami świata muszę przyznać, że ten kontynent jest wielokulturowy, a co za tym idzie, jest większa tolerancja. Demokracja swoi na wysokim poziomie, jest bardzo ukształtowana i dojrzała.

KMAiO: Czy wobec tego znajdzie się jakiś pretekst, aby powiedzieć parę słów o ujemnym zabarwieniu?

GD: Być może będzie to coś, co nazywam mistycyzmem. Cała ta mistyczna nieprzychylność przyrody wobec człowieka, który cały czas zmaga się z ziemią i z prawami natury. Tak czy inaczej, człowiek daje sobie jakoś radę, ale wobec żywiołów, z jakimi zmaga się ludzkość, trzeba zawsze mieć wiele pokory.

KMAiO: Ma Pani coś w rodzaju swojego ulubionego zakątka Australii?

GD: W wielu miejscach na Australijskim lądzie można odczuć coś dziwnego i wspaniałego. Byłam niedawno w Kimberly. Tam stojąc przy skałach można odczuć mistycyzm, o którym już wspominaliśmy. Tam ziemia i skały mają jakąś dziwną moc i wiedzę, zupełnie tak jakby ziemia "zaczynała się" od Australii. Do tego to niezwykłe nasycenie barw australijskich skał i ziemi. Trzeba być naprawdę zimnym człowiekiem, aby tego nie zauważyć.

Gosia Dobrowolska

Gosia Dobrowolska

KMAiO: Jest rok 1984, zaistniała Pani na australijskim ekranie i dla Australijczyków i dla Polonii Australijskiej. Jak publiczność odebrała film "Silver City", w którym zagrała pani tak ważną rolę? Jakieś opinie na pewno do Pani docierały...

GD: Odpowiem przewrotnie, powiem jak ja odebrałam ten film! To była, jest i będzie dla mnie niezwykle ważna rola. Według mnie jest tam wiele ciekawych, cennych elementów odnoszących się do emigracyjnego życia. A z drugiej strony, być może faktycznie niektóre wątki potraktowane były w sposób powierzchowny. Pewnie takie odczucia mieli też widzowie, którzy sami, na własnej skórze przeżyli proces adaptacji na australijskiej ziemi. Poza sprawami historycznymi i społecznymi twórcy filmu skoncentrowali się w znacznej mierze na wątku miłosnym. To sprawa nieco trywialna, ale jednak jakiś aspekt komercyjności musiał zaistnieć, a coś w rodzaju love story nadaje się do tego celu najlepiej.

KMAiO: Niebawem po osiedleniu się w Australii udało się Pani dokonać niebywałego wyczynu – bardzo szybko zaczęła Pani pracę w swoim zawodzie. Z reguły bywa tak, że aktorom chcącym próbować swoich sił w tym niezwykle trudnym zawodzie, na obcym terenie, przy obcej widowni jest niezwykle trudno przebić się na "pierwszy plan" i tak szybko odnieść sukces medialny.  Jak to było w Pani przypadku? To było ogromne szczęście? Zrządzenie losu?

GD: To ciekawe pytanie i zarazem bardzo trudne. Chciałabym znać na nie odpowiedź, ale niestety, nie znam. Najłatwiej powiedzieć, że to zrządzenie losu, lecz zawsze można sobie "pogdybać"- przecież, gdybym została w Polsce, może też udało by się zrobić ciekawą karierę filmowo – teatralną? Czasem jednak myślę sobie w ten sposób, że rola w Silver City po prostu na mnie czekała. Było sporo przeciwności - ja przecież nie mówiłam dobrze po angielsku, a ta rola po prostu była już wcześniej obsadzona! Sam proces w tej sprawie trwał pięć lat. Czasem na papierze wszystko wygląda bardzo prosto, np. kiedy się czyta wywiad czy artykuł: pojechała, dostała rolę, zagrała, a tymczasem tak naprawdę życie nie jest takie proste.

KMAiO: Wiemy już, że "Silver City" zajmuje ważną rolę w Pani karierze aktorskiej. Jest to również Pani ulubiony film, w jakim wzięła Pani udział?

GD: Ja chyba nie mam takiego "naj naj naj filmu", lubię role za różne rzeczy (a może: elementy?). Tak samo jak lubimy różnych ludzi za dane cechy charakteru, kiedy coś nam bardziej imponuje, a coś przeszkadza. Mam miłe wspomnienia związane z kilkoma rolami. Mam na myśli kreacje w produkcjach "Fobia", "Opowieść o kobiecie", no i "Silver City", z wiadomych względów.

Gosia Dobrowolska

Gosia Dobrowolska

KMAiO: Jak często na przestrzeni tych dwudziestu paru lat odwiedzała Pani Polskę?

GD: Właściwie z tymi odwiedzinami wszystko układało się naprawdę fenomenalnie. Pierwsze lata emigracji, kiedy stan wojenny w Polsce był bardzo świeżą sprawą, siłą rzeczy musiały toczyć się bez przylotów do kraju. Poza tym odebrano mi paszport. W 1989 roku, kiedy Polska stanęła u progu przemian, jedna z telewizji australijskich poprosiła mnie o to, bym udała się do kraju z wizytą. Pierwsze, co zobaczyłam po wylądowaniu, po siedmiu latach nieobecności, to polski parlament. Widziałam pierwszego premiera w demokratycznej Polsce. Później te wizyty zaczęły być coraz częstsze. Może nawet zbyt częste?

KMAiO: Z pewnością poza aktorstwem ma Pani inne pasje, które realizuje w czasie wolnym od planu zdjęciowego?

GD: Z oczywistych względów - jesteśmy w Australii otoczeni przez wodę - jestem zawziętym płetwonurkiem. Nurkuję na sporych głębokościach, nierzadko w towarzystwie rekinów. Kiedyś była nimi otoczona. Podwodny świat jest niezwykle pasjonujący. Doświadczeni nurkowie doskonale wiedzą, w jakich miejscach tego piękna można szukać. Poza tym jeżdżę na nartach.

KMAiO: Zapewne wodnych...

GD: Nie, nie! Nie na wodnych. Zresztą na wodnych próbowałam swoich sił tylko raz, nie bardzo mi to wyszło. Pękł jakiś pasek i skończyło się niezbyt ciekawie.

Gosia Dobrowolska

Gosia Dobrowolska

KMAiO: Najważniejsze w życiu Gosi Dobrowolskiej jest... ?

GD: Życie w zgodzie z samą sobą.

KMAiO: Na co dzień w Australii utrzymuje Pani częste kontakty z Polonią Australijską czy otacza się Pani głównie Australijczykami?

GD: Wyznaję taką dewizę, że ludzi powinno dobierać się w swoim życiu poprzez pryzmat tego jacy są, a nie skąd pochodzą. Do grona moich przyjaciół należą i polscy Australijczycy i rodowici Australijczycy.

KMAiO: Prowadzi Pani dom z elementami typowymi dla polskiej tradycji i kultury?

GD: No pewnie, że tak! Mój dom to jest mój dom, może trochę zwariowany, ale jeżeli chodzi o tradycje, to one często pojawiają się w życiu naszej rodziny. Czasem nawet zmyślam, że dana sprawa jest częścią tradycji, aby łatwiej na forum rodzinnym przeforsować pewne zwyczaje. Mój drugi mąż jest Australijczykiem, dlatego łatwo jest mi wymyślać pewne sprawy. Córka Weronika świetnie mówi po polsku, nawet bez australijskiego akcentu.

Gosia Dobrowolska

Gosia Dobrowolska

KMAiO: Wybierając się na australijskie wakacje, preferuje Pani rodzaj wypoczynku, w którym główną rolę odgrywa zwiedzanie metropolii, pobyt w komfortowych hotelach czy woli Pani przestrzenie, bezdroża i wszystko to, co kojarzy się z australijskim outback’iem?

GD: Muszę przyznać, że jeszcze za mało podróżowałam po Australii. Często wakacje wspólnie z rodziną spędzaliśmy na innych kontynentach, zwiedzając głównie duże ośrodki miejskie, dopiero stosunkowo niedawno uzgodniliśmy z mężem, że będziemy więcej zwiedzać Australię. Przecież ludzie lecą na drugi koniec świata, aby zobaczyć ten niezwykły kontynent, a my mając go pod nosem, udajemy się w podróż np. do Peru; ale to opiera się na starej zasadzie, że mając przed każdym domem trawnik, zawsze trawa u sąsiada wydaje się nam ładniejsza. Jeszcze co do Australijskich miejsc, to muszę przyznać, że zawód aktora, na szczęście, sprzyja podróżowaniu. Czasem kręciliśmy akcję filmu w takich zakątkach, do których pewnie prywatnie nigdy nie miałabym okazji pojechać. Czasami dobrze by było na trochę zrezygnować ze swoich zawodowych spraw na korzyść Australii, na korzyść zwiedzania jej i poznawania jej piękna.

* Z Gosią Dobrowolską, w imieniu KMAiO, rozmawiali: Małgorzata Mauer i Roman Malinowski – KMAiO 2007
Gosia Dobrowolska i ekipa KMAiO

Od lewej: Sławomir Mauer, Małgorzata Mauer, Gosia Dobrowolska i Roman Malinowski